wtorek, 20 kwietnia 2010

Wydarzyło się więcej niż dużo, i to w czasie krótszym, niż moment.
Staś siedzi teraz na dywanie, na swoim placu zabaw i zjada moją klamrę od paska.
Przed chwilą graliśmy w piłkę, czyli ja poodawałem Stasiowi a ten, nie do końca celowo odbijał ją z powrotem.
Staś raczkuje, może jeszcze bez kwalifikacji na dzidziusiowy sprint olimpijski, ale na tyle sprawnie, że może się dostać tam gdzie chce. Od dwóch dni potrafi nawet podejść do kanapy, złapać ją, podeprzeć się i wstać. Kiedy jest w swoim łóżeczku, bez najmniejszego wysiłku wspina się na barierce i podparty okrąża łóżeczko.
Staś samodzielnie siada, używając wstecznego biegu: leżąc na brzuszku cofa się i siada.

Ma też nowy wózek - spacerówkę, z której dokładniej ogląda świat.
Dużo się śmieje i coraz bardziej różnorodnie gada. Łe, yy itp.
Reaguje na głos, odwraca się. Jest bardzo wielofunkcyjny.
Bardzo fajnie spędzać ze Stasiem czas.